VII
ŚMIERĆ STAREGO CZŁOWIEKA
1. WYZWANIE JEZUSA
Nie ulega wątpliwości, że Jezus był miłośnikiem pokoju. Nauczał o konieczności wzajemnego przebaczania, a nawet wzywał do miłości nieprzyjaciół. Czyniących pokój ogłosił błogosławionymi (Mt5,9), a po swoim zmartwychwstaniu obdarzył uczniów pokojem (Łk24:36). Pomimo tego, mówił o sobie, że przyszedł na ziemię, nie po to, aby przynieść pokój, ale po to, aby przynieść rozłam (Łk12,51). Słowa te mogą zaskoczyć wielu, gdyż pogodzenie ich z życiem i nauką Jezusa może wydawać się niemożliwe. Słowa te można zrozumieć jedynie w kontekście słów Jezusa: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J14,27). Pokój, który daje Jezus jest odmienny od tego pokoju, który daje świat. Jezus pragnął pokoju, który jest prawdziwą jednością ludzi, który jest zbudowany na wzajemnej miłości, na wzajemnym szacunku i pragnieniu dobra dla drugiego człowieka. Natomiast pokój, który tworzy świat jest zwykłym brakiem walki. Czasami pokój taki jest owocem porozumienia stron konfliktu i trwa tak długo jak długo siły obu stron są zrównoważone lub obu stronom taki stan przynosi jakieś korzyści. Jednak bardzo często oparty jest on na sile, na zniewoleniu słabszych ludzi lub nawet całych społeczeństw. Pokój taki może także wynikać z całkowitej obojętności wobec drugiego człowieka. Taki pokój jest tylko pozornym dobrem, gdyż wprowadzając pewien ład w społeczeństwie, w rzeczywistości ukrywa prawdziwe problemy, a także niszczy więzi międzyludzkie i utrwala postawy egoistyczne, co uniemożliwia osobowy rozwój członków tego społeczeństwa.
W wymiarze indywidualnym, Jezus chce burzyć pokoju, który jest jedynie powierzchowną, emocjonalną stabilnością. Ponieważ pokój taki wynika jedynie z troski o samego siebie, z egoistycznej i samoobronnej postawy wobec świata, uniemożliwia nam poznanie rzeczywistości oraz czyni niemożliwym życie w miłości. Jezus chce zburzyć ten pokój, gdyż jest on przeszkodą, która utrudnia lub nawet uniemożliwia osiągnięcia prawdziwego pokoju i prawdziwego szczęścia.
Spotkanie Jezusa z bogatym młodzieńcem (Mt19,16-22) obrazuje sposób, w jaki Jezus może pomóc nam w wyzwoleniu się z niewoli starego ja. Bogaty młodzieniec, przyszedł do Jezusa i poprosił go o wskazanie mu drogi do życia wiecznego, czyli drogi do doskonałości i pełni życia. Zgodnie z jego prośbą, Jezus ukazał mu bardzo konkretną drogę, która rzeczywiście mogła doprowadzić młodzieńca do życia wiecznego. Jednak młodzieniec zamiast z wdzięcznością przyjąć tę radę, odszedł od Jezusa zasmucony. Jeżeli młodzieniec doznał zawodu pomimo otrzymania tego, o co prosił, to najprawdopodobniej spodziewał się od Jezusa jeszcze czegoś innego. Najprawdopodobniej kierowało nim jakieś inne, nieświadome pragnienie, którego Jezus nie spełnił. Aby poznać to pragnienie zastanówmy się nad życiem tego człowieka.
Stwierdzenie młodzieńca, że już od dzieciństwa przestrzega wszystkich przykazań, wskazuje na to, że posiadał on bardzo wygórowane, a jednocześnie całkowicie nierealne wyobrażenie o samym sobie. Możliwe, że wypełniał przykazania lepiej niż inni ludzie. Jednak niekoniecznie świadczyło to o tym, że był lepszy od innych, czy też o tym, że bardziej kochał Boga. Mogło to wynikać jedynie z faktu, że był bogatszy od innych. Ponieważ miał majątek nie musiał kraść. Dzięki majątkowi mógł także dawać jałmużnę oraz przestrzegać szabatu. Ponad to, jako Żyd widział w swym bogactwie znak akceptacji i błogosławieństwa Boga. Takie myślenie dodatkowo mogło wzmacniać jego przekonanie o swojej doskonałości. Majątek mógł także pomóc mu czuć się bezpiecznie, ponieważ nie musiał martwić się o swój byt. Reasumując, można powiedzieć, że młodzieniec miał podstawy do tego, żeby czuć się bardzo szczęśliwym. Jednak to jego poczucie szczęścia nie było oparte na Bogu, ale na własnym majątku. Właśnie tą prawdę Jezus ukazał młodzieńcowi, poprzez zaproponowanie mu pozbycia się majątku i rozpoczęcie życia całkowicie opartemu na Bogu.
Każdy człowiek, który żyje w jakiejś iluzji, który opiera swoje poczucie wartości lub bezpieczeństwa na jakichś symbolach, czyli na czymś, co nie może dać ani prawdziwego bezpieczeństwa, ani prawdziwej miłości, ciągle szuka potwierdzenia u innych ludzi, gdyż podświadomie wie, że jego równowaga emocjonalna jest bardzo krucha. Możliwe, że w rzeczywistości młodzieniec przyszedł do Jezusa nie po to, aby uzyskać radę (uświadomiona motywacja), ale po to, aby uzyskać pochwałę (nieświadoma motywacja starego ja), aby w ten sposób wzmocnić iluzję, w której żył.
Jednak Jezus zawiódł go. Zawiódł nie jego świadome oczekiwanie, ale oczekiwanie podświadome. Zamiast go pochwalić, ukazał mu, kim on był naprawdę, jaki był jego prawdziwy system wartości, na czym opierało się jego poczucie szczęścia. Pokazał mu, że w rzeczywistości ufał on swoim posiadłościom, majątkowi, dobremu imieniu, dobremu wyobrażeniu o sobie. Z tego powodu, przestrzegając Prawo, całkowicie mijał się z Jego duchem. Zamiast przybliżać się do Boga, który jest celem przestrzegania Prawa, oddalał się od Niego. Mimo, że tak dużo zawdzięczał swojemu majątkowi, w rzeczywistości był on główną przeszkodą do osiągnięcia doskonałości, gdyż zastępował mu Boga. Pozbycie się tej przeszkody było konieczne, jeżeli rzeczywiście chciał osiągnąć życie wieczne. W ten sposób Jezus ukazał mu drogę do pełni życia, ale jednocześnie zburzył jego idealny obraz siebie samego, czyli niezgodne z rzeczywistością wyobrażenie o sobie samym.
Jezus nie zburzył jego równowagi emocjonalnej, po to, aby sprawić mu ból, ale po to, aby dać mu szansę na wyjście z tej iluzji, której był niewolnikiem. Dopiero teraz, kiedy poznał swój rzeczywisty stan, kiedy poznał, na czym opiera swoje poczucie szczęścia i jak bardzo jest ono kruche, co więcej, gdy poznał swój rzeczywisty problem, miał możliwość wyboru. Teraz mógł wybrać między powrotem do iluzji i kontynuowaniem budowy swojego życia na piasku, a uzyskaniem wolności i rozpoczęciem budowy swojego życia na skale.
Jeżeli weźmiemy Jezusa na serio, stanie się On naszym wyzwaniem. Nie utwierdzi naszego fałszywego pokoju, ale go zburzy! Zawsze mamy wybór, możemy zatrzymać swoje posiadłości, czyli zdecydować się na pozostanie w świecie, który skonstruowaliśmy, gdzie wprawdzie nie możemy osiągnąć szczęścia, ale przynajmniej możemy jakoś regulować swoje samopoczucie, swoją emocjonalną równowagę. Innymi słowami, pozostając w iluzji, czyli nieznajomości rzeczywistości, możemy jeść i pić w spokoju, dzięki fałszywemu przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Tak właśnie czynili ludzie przed nadejściem potopu, tak czynili w Sodomie i Gomorze. Tak czyni większość ludzi także dziś. Na szczęście istnieje także inna możliwość. Możemy podjąć wezwanie Jezusa do nawrócenia, czyli do odrzucenia programu (emocjonalnego światopoglądu), który rządzi naszym życiem i rozpocząć kroczenie drogą, która prowadzi do pełnego życia.
Kiedy poznałem swoje stare ja, czyli to, jak nieświadomie funkcjonuję, po raz pierwszy uświadomiłem sobie jak bardzo muszę się zmienić. Zobaczyłem, że muszę zmienić nie tylko jakieś jedno, czy drugie zachowanie, ale cały mój sposób funkcjonowania i reagowania, swój dotychczasowy sposób życia, całą swoją osobowość, która odzwierciedlała moje stare ja. Uświadomiłem sobie także to, że gdyby udało mi się pozbyć tej osobowości, to właściwie nic by ze mnie nie zostało. To stare ja, to nie tyko założony na mnie płaszcz, ale to ja sam. Nie znam innego siebie. Zadawałem sobie pytanie o to, kim będę po śmierci tego starego ja. Doświadczyłem czegoś podobnego do lęku przed śmiercią, czy nawet więcej, lęku przed unicestwieniem. Podjęcie tego wezwania wymagałoby pozbycia się wszystkich wspierających mnie mechanizmów obronnych, pozbycie się pewnego stopnia stabilizacji, który udało mi się osiągnąć, a które moje stare ja interpretował jako szczęście.
Gdy sobie to wszystko uświadomiłem, oprócz lęku ogarnęły mnie także wątpliwości. Czy rzeczywiście tego chcę? Czy rzeczywiście muszę aż tak radykalnie zmienić swoje życie? Czy to nie przesada? Przecież nie jest ono aż takie złe! Jakoś tam służę Bogu i ludziom! Coś tam dobrego w tym życiu czynię! Czy nie ma innej drogi? Tego rodzaju wątpliwości bardzo przypominają kuszenie, którego Jezus doświadczył na pustyni. W prawdzie nie nakłaniają do czynienia czegoś złego, ale w rzeczywistości ulegnięcie tym pokusom, oznaczałoby oderwanie się od Boga, czyli życie w grzechu.
Naturalnie człowiek bardziej woli znajomą niewygodę, niż nieznany komfort. Bardziej woli także niewolę, w której nauczył się jakoś żyć, niż nieznaną wolność. Gdy ktoś żyje w niewoli przez dłuższy czas, wie, czego może od niej oczekiwać, wie także jak się zachować, aby jakoś przetrwać i zakosztować w tej sytuacji jakieś przyjemności, aby zdobyć przynajmniej czasowe poczucie szczęścia. Przyzwyczajenie do pewnej, nawet niekorzystnej, czy wręcz patologicznej sytuacji sprawia w człowieku wrażenie normalności, co z kolei tworzy poczucie stabilizacji. Wolność, szczególnie, gdy wymaga pozbycia się zdobytej z takim wysiłkiem równowagi psychicznej, może wydawać się zbyt wymagająca, wręcz niebezpieczna. Pomimo że szczęście, którego zniewolony człowiek doświadcza nie jest prawdziwe, to jednak uczucie to jest rzeczywiste. Dlatego człowiek ma wrażenie, że w celu uzyskania wolności musi się wyrzec prawdziwego szczęścia. Izraelici, którzy doświadczywszy trudności na pustyni, burzą się przeciw Mojżeszowi i pragną wrócić do kraju niewoli, dobrze ilustrują taką sytuację.
Emocjonalny program na zdobycie poczucia szczęścia jest podobny w swoim działaniu do środków stabilizujących, czy też odurzających. Natomiast proces demontowania tego programu, jest podobny do procesu wychodzenia z nałogu. Dlatego też wyzwolenie się z pod władzy starego ja jest tak trudne, jak trudne jest wyzwolenie się z narkomanii lub alkoholizmu. Wymaga ciężkiej pracy i cierpliwości, ale także odpowiedniej motywacji i pomocy.
Perspektywa wolności może wywoływać lęk także z tego powodu, że wolny człowiek musi wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Ponieważ wolny człowiek za swoje ewentualne niepowodzenie nie może obwiniać nikogo innego tylko samego siebie, wyzwolenie z niewoli oznacza utratę możliwości przywracania równowagi psychicznej, a wraz z nią utratę pewnego komfortu psychicznego. Taka strata jest niewątpliwie bardzo bolesna, i nie łatwo jest zgodzić się na nią.
Jezus nigdy nie obiecywał uczniom łatwego życia, nie ukrywał przed swoimi uczniami trudności, które na nich czekały. “Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeżeli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.” (Mt 16,24) “Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.” (Mt 5, 29-30) “Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem.” (Łk 14,26)
Jezus nie ma nic przeciwko życiu rodzinnemu, jednak jest świadomy, że rodzina jest najczęściej miejscem, w którym ukształtowało się stare ja i w którym jest ono utrzymywane przy życiu, a nawet wzmacniane. Rodzina jest źródłem pewnej stabilizacji, daje pewne poczucie szczęścia. Jednak bardzo często wynika to nie z prawdziwej miłości członków rodziny, ale ze wzajemnego uzależnienia. Relacje rodzinne bardzo często uniemożliwiają rozwój prawdziwej miłości, uniemożliwiają osiągnięcie prawdziwego szczęścia. Co więcej, nierzadko rodziny są miejscem, gdzie z pokolenia na pokolenie przekazywane są pewne patologie. Właśnie dlatego, dla prawdziwej miłości członków rodziny, dla prawdziwego szczęścia całej rodziny zerwanie dotychczasowych więzów, podobnie jak zburzenie fikcyjnego pokoju, niejednokrotnie może być konieczne.
Sens powyższych słów Jezusa można przedstawić w następujący sposób: “Jeśli twoje pragnienie przetrwania (bezpieczeństwa), czułości (szacunku), siły (kontroli), czyli twoje przywiązanie do emocjonalnej stabilności, które dostarcza ci twoje stare ja, jest ci tak drogie, jak twoje oko, ręka, czy noga, odetnij je i wyrzuć precz! To jest jedyny sposób na to, abyś był wolny i mógł wejść do Królestwa Bożego, abyś był w pełni szczęśliwy.” Pozbycie się swojego starego ja może być nawet trudniejsze niż odcięcie ręki. To utrata wszystkiego, co uważaliśmy za naszą najcenniejszą posiadłość, utrata tego, na czym najbardziej polegaliśmy, co było naszym największym skarbem. To rzeczywista utrata życia, takiego, jakie znamy. To prawdziwa śmierć. Jezus nie ukrywa także tego faktu. “Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” (Mt 10,39) Jezus nie tylko pouczał o konieczności przejścia przez śmierci do prawdziwego życia, ale sam poddał się temu procesowi, gdy wydał się w ręce grzeszników i zawisł na krzyżu. Zgodzenie się na śmierć naszego starego ja, jest niczym innym, jak przyjęciem zaproszenia do uczestnictwa w Misterium Paschalnym samego Jezusa.
Śmierć starego ja jest jedyną drogą pójścia za Jezusem, jest jedynym sposobem na nowe narodzenie i wejście do Królestwa Bożego i w konsekwencji stania się prawdziwym uczniem Chrystusa. W tym sensie jest jedyną drogą do autentycznego, w pełni ludzkiego i prawdziwie szczęśliwego życia. Podjęcie decyzji o walce z naszym skonstruowanym w dzieciństwie emocjonalnym programem na szczęście, jest prawdziwym nawróceniem, jest rozpoczęciem prawdziwej duchowej wędrówki.
W podjęciu tej decyzji osobiście pomogło mi uświadomienie sobie tego, czym jest ta nowa osobowość, to moje prawdziwe ja, które osiągnę, po śmierci starego ja. To nowe ja, moja prawdziwa natura to nic innego jak natura Jezusa. Gdy stanę się naprawdę sobą, czyli gdy zacznę żyć tą rzeczywistością, która jest moją nową, otrzymaną na Chrzcie św. naturą, stanę się takim jak Jezus (1J3,2). Właśnie stanie się takim jak Jezus jest moją największą możliwością, jest Bożym pragnieniem wobec mnie. W tym właśnie celu zostałem stworzony. Jednocześnie to jest moje największe i najgłębsze pragnienie. Czy nie chcę stać się takim jak Jezus? Czego się obawiam? Czy mogę uczynić ze swoim życiem coś bardziej sensownego?
2. OSŁABIENIE WPŁYWU STAREGO JA
Co konkretnie możemy zrobić, aby zdekonstruować ten program? Co możemy zrobić, aby uzyskać wolność, aby móc świadomie kierować swoimi czynami, swoim własnym życiem, czyli, aby się przemienić i jak Jezus cały swój los, całe swoje życie oddać w ręce Boga i żyć w wolności Dzieci Bożych?
Podstawowym warunkiem wyzwolenia się z niewoli tego programu jest uświadomienie sobie jego istnienia, uświadomienie sobie własnego zniewolenia oraz tego wszystkiego, co tracimy poprzez pozostawanie w tej niewoli. Poznanie własnego zniewolenia oraz jego konsekwencji, powinno wzmocnić nasze pragnienie wyzwolenia się z pod władzy naszego starego ja, powinno dodać nam sił potrzebnych do walki z naszym emocjonalnym programem.
A. POZNANIE WŁASNEGO EMOCJONALNEGO PROGRAMU
(NIEUŚWIADOMIONYCH MOTYWACJI)
Na początku powinniśmy spróbować rozpoznać kierujący nami program, czyli to jak funkcjonujemy, jakie są ukryte motywacje naszego działania, jaki jest nasz emocjonalny system wartości. W rozpoznaniu naszego programu będą nam bardzo pomocne, tak często lekceważone, a czasami wręcz niedostrzegane przez nas emocje. Nasze emocjonalne reakcje bardzo wiernie odzwierciedlają nasz emocjonalny, ukształtowany w dzieciństwie system wartości, czyli ten, który nami kieruje. Dlatego właśnie analiza naszych emocjonalnych reakcji, szczególnie tych nieproporcjonalnych do bodźca emocji, lub też tych emocji, które sprawiają nam najwięcej kłopotu, które prowadzą do grzesznych czynów i zachowań, lub takich czynów, które chcemy unikać, może pomóc nam w rozpoznaniu naszego wewnętrznego programu. Możemy także rozpocząć od czynów, które uważamy za grzeszne i które popełniamy wbrew własnemu pragnieniu. W tym przypadku należałoby zidentyfikować emocję, pod wpływem której dopuszczamy się tych czynów.
Następnie powinniśmy przypomnieć sobie, jakie wydarzenie wywołało tą emocję, która powoduje nasze grzeszne zachowanie, lub, która sama w sobie jest problemem. Analiza tego wydarzenia, pod kątem tego, jakie oczekiwanie mogło być przez nie zawiedzione, powinna ujawnić nam nasze nieuświadomione motywacje, nasze oczekiwania względem tego wydarzenia, czy danej osoby.
Do podstawowych emocji negatywnych można zaliczyć: złość, smutek, zmartwienie, lęk, dumę, chciwość, zachłanność, zazdrość, żądzę i apatię. Jeśli jesteśmy kierowani naszym nieuświadomionym systemem wartości, wydarzenia, które będą powodować naszą frustrację, czyli te, które będą zawodzić nasze nieuświadomione oczekiwania i pragnienia, będą wzbudzały któreś z tych emocji. Emocje te nie tylko będą nas zaskakiwać, ale także, będziemy przekonani, że powstały w nas bez żadnego powodu. Dopiero po głębszej analizie będziemy w stanie dostrzec ich źródło, którym są właśnie te, do tej pory nieuświadomione pragnienia i oczekiwania.
Przykład z mojego życia może pomóc w zrozumieniu tego procesu. Kilka lat temu wraz z pewną siostrą przygotowywałem nabożeństwo. Na początku siostra w całości przyjęła moją propozycję, co wzbudziło we mnie poczucie pewnej satysfakcji. Jednak później zaproponowała pewne zmiany i stopniowo, punkt po punkcie odrzucała elementy przygotowanego przeze mnie nabożeństwa i zastępowała je swoimi propozycjami. Ostatecznie praktycznie nic nie zostało z tego, co zaproponowałem na początku. Za każdym razem, kiedy siostra odrzucała jakiś punktu i wprowadzała nowy, wzrastała we mnie złość. Na początku byłem w stanie ją ukryć, a właściwie nie zdawałem sobie z niej sprawy, ale w końcu urosła tak bardzo, że nie mogłem ją utrzymać w swoim wnętrzu. Złość wybuchła i wywołała ostrą wymianę zdań, spowodowała wypowiedzenie słów, których potem żałowałem.
Myślałem, że chodzi mi o przygotowanie dobrego nabożeństwa, ale złość, która się we mnie pojawiła, a której przyczyną nie było nowopowstałe nabożeństwo, gdyż nie było ono wcale złe, ujawniła mi, że podświadomie chodziło mi o coś innego. Po pewnym czasie zrozumiałem, że podświadomie chodziło mi o to, aby wszystko potoczyło się zgodnie z moją propozycją. Najprawdopodobniej moje stare ja osiągnęłoby przez to poczucie akceptacji, własnej wartości, kontroli nad tą osobą itd. Analizując to wydarzenie zorientowałem się, że długo czekałem na tę szansę. Wstrzymywałem się od wysuwania propozycji w szerszym gronie, gdyż bałem się ich odrzucenia. Moje stare ja widziałoby w tym odrzuceniu odrzucenie mnie samego. Moje stare ja myślało, że uda mi się zręcznie manipulować siostrą i narzucić jej swoją propozycję. Ryzyko odrzucenia wydawało się nie istnieć i dlatego moje oczekiwania były bardzo duże. Jednak ostatecznie wszystko zostało odrzucone i sam zostałem „wymanipulowany”. Mój zawód był bardzo duży. Było to całkowite fiasko mojego starego ja i wywołało dużą frustrację, która z kolei wywołała wybuch emocji.
Ujawnienie własnych nieświadomych motywacji nie uśmierci automatycznie starego ja, ale da nam możliwość nie identyfikowania się z nim, z jego pragnieniami, motywacjami oraz jego emocjami. To natomiast, znacznie poszerzy przestrzeń naszej wolności, jak również pomniejszy oddziaływanie starego ja na nasze zachowanie.
B. ROZPOZNANIE CZYNÓW KIEROWANYCH
PRAGNIENIAMI STAREGO JA I ZANIECHANIE ICH
Gdy poznam pragnienia mojego starego ja, stosunkowo łatwo mogę rozpoznać czyny, które podejmuję pod wpływem tych pragnień, w celu zaspokojenia jego oczekiwań, żądz itd. Dzięki temu mogę zaniechać tych czynów, jeśli byłyby one kierowane jedynie tymi motywacjami ( np. jeśli chodziłem do jakiegoś sklepu tylko dlatego, że tam bardzo dobrze mnie traktowano, mimo, że był położony dalej, mogę zacząć chodzić do bliższego sklepu, gdzie towar jest równie dobry, ale w którym mnie gorzej traktują), ale mogę je kontynuować, jeśli czyn sam w sobie był wartościowy i wynikał także z innej, uzasadnionej, czyli zgodnej ze świadomym systemem wartości motywacji. (Będę kontynuował pracę woluntarystyczną, mimo odkrycia, że moim początkowym motywem było uzyskanie aprobaty, czy też pochwały. Jednak teraz będę to robił po to, aby pomagać ludziom, bez względu na ich reakcje. Brak pochwał, czy też wyrazów wdzięczności, nie będzie dla mnie rozczarowaniem.)
C. NIE IDENTYFIKOWANIE SIĘ Z NEGATYWNYM UCZUCIEM
Bardzo często ludzie identyfikują się ze swoimi uczuciami i emocjami. Wyraża się to nawet w używanych sformułowaniach. Na przykład zamiast zgodnie z obiektywnym stanem rzeczy powiedzieć: „odczuwam złość”, ludzie identyfikujący się z tą emocją mówią: „jestem zły.” Tacy ludzie, gdy odczuwają zazdrość, mówią „jestem zazdrosny.” Człowiek, który identyfikuje się ze swoimi emocjami, dla zachowania swojej wewnętrzne integracji musi działać zgodnie z nimi. Gdyby się im sprzeciwił mógłby odczuwać wewnętrzne rozbicie. Świadomość tego, że moje emocje nie są mną, pozwala zachować wolność wobec nich.
W przypadku emocji, które są skutkiem zawodu oczekiwań starego ja, dochodzi jeszcze jeden element, którego uświadomienie sobie, może jeszcze bardziej rozszerzyć przestrzeń naszej wolności. Ponieważ emocje te nie ukazują zawodu naszych świadomych, ale naszych nieświadomych oczekiwań, czyli oczekiwań starego ja, w rzeczywistości nie są one naszymi emocjami. Pomimo, że to my sami je odczuwamy, należą one nie do nas, ale do starego ja, który jest „intruzem” w naszym życiu. Gdy sobie to w pełni uświadomimy, możemy pozwolić tej emocji odejść, gdy tylko się ona pojawi. Takie zachowanie różni się znacznie od spychania emocji do nieświadomości, gdyż w tym przypadku zostają one w nas, natomiast, gdy pozwolimy im odejść, całkowicie znikają. Wymaga to treningu, ale jest możliwe do opanowania. Pomaga w tym praktyka Modlitwa Głębi.
D. ZMIANA KOMENTARZA
Inną rzeczą, którą możemy uczynić, aby trochę rozszerzyć przestrzeń naszej wolności, to pozbycie się komentarzy i wyobrażeń, które wzmacniają nasze emocje, do tego stopnia, że nie możemy ich kontrolować. Komentarze te (np. “Dlaczego to zawsze mi się przydarzają takie rzeczy?” “Dlaczego Bóg to dopuścił?” „Nikt mnie nie rozumie!“ „Dlaczego ludzie mnie tak traktują?” “Gdyby tylko nie ten facet, byłbym szczęśliwy!” “Świat jest niesprawiedliwy!”) są rodzajem nagrania, zarejestrowanego w naszej podświadomości. Przy pewnym wysiłku możemy zmienić to nagranie. W tym celu powinniśmy praktykować tzw. Modlitwę Aktywną. Jest to ciągłe (na ile to możliwe, czyli, gdy nasz umysł nie jest zajęty jakąś ważną pracą) powtarzanie wybranego wezwania, krótkiej modlitwy, na wzór Modlitwy Jezusa. (Np. “Pan mój i Bóg mój”, “Przyjdź Panie Jezu”, “W ręce Twoje oddaję ducha mego.” “Jezu ufam Tobie.” “W górę serca!”, „Panie zmiłuj się.” „Panie pospiesz ku ratunkowi memu.” ) Po pewnym czasie (ok. roku), ta modlitwa będzie sama powtarzała się w nas, pojawi się także w momencie, kiedy wcześniej pojawiały się rozbudzające nasze emocje komentarze.
Nie rozwiąże to naszego problemu, ale obroni nas przed nadmiernym wzburzeniem emocji, co pozwoli nam dokonać w miarę wolnego wyboru, jak również umożliwiła podjęcie w miarę rozsądnego i odpowiedzialnego działania.
*
Poznanie mechanizmu działania naszego starego ja, czyli mechanizmu, który w dzieciństwie spełniał funkcje obronne, a obecnie stał się mechanizmem naszego zniewolenia, bardzo go osłabia, jednak nie niszczy go całkowicie, ani też nie wyzwala nas w pełni z jego niewoli. Już z wystawionej diagnozy naszego stanu oraz ze wskazanego źródła, jakim jest brak doświadczenia obecności Boga oraz brak głębokiej więzi z Bogiem podczas naszego rozwoju, powinno być jasne, że tylko Bóg może w pełni nas uzdrowić, tylko On może wyzwolić nas z niewoli, w której się znajdujemy. Proces uzdrowienia jest procesem pogłębienia naszej relacji z Bogiem. Im mocniej jesteśmy z Nim zjednoczeni tym jesteśmy wolniejsi i zdrowsi. Nie możemy być w pełni zdrowi, ani psychicznie, ani fizycznie dopóki nie zjednoczymy się z Bogiem. Taka relacja z Bogiem, jest właśnie istotą życia kontemplacyjnego, jest darem. Nie możemy ani jej zdobyć własnym wysiłkiem, ani zasłużyć sobie na nią. Jedyne, co możemy zrobić, to otworzyć się na ten dar.
3. UNICESTWIENIE STAREGO CZŁOWIEKA
Zgodnie z tym, co zostało powiedziane w pierwszym rozdziale, jedyną drogą do pełnej wolności i osiągnięcia celu, który Bóg nam wyznaczył, czyli pełne zjednoczenie z Bogiem w miłości, jest życie w miłości, lub inaczej wierne rozwijanie Bożego daru, jakim jest miłość bliźniego. Modlitwa Głębi może nam pomóc w pokonaniu przeszkód, które uniemożliwiają nam pełne przyjęcie oraz rozwinięcie tego daru.
Regularne i bezpośrednie obcowanie z Bogiem, które jest istotą tej modlitwy, wzmacnia nasze zaufanie do Boga, co powoduje, że stajemy się mniej defensywni i pozwalamy Bogu działać w nas coraz bardziej swobodnie. Modlitwa Głębi może także pomóc nam w doświadczeniu prawdy, że już jesteśmy zjednoczeni z Bogiem, że już jesteśmy kochani bezwarunkowo i że Bóg jest rzeczywistym Władcą świata, a my sami, podobnie jak Jezus, jesteśmy ukochanymi dziećmi wszechmocnego Boga. Konsekwentnie Modlitwa Głębi może pomóc nam w pozbyciu się starego ja, wraz z jego oczekiwaniami i pragnieniami oraz całym emocjonalnym programem, czyli doprowadzić nas do prawdziwej przemiany.
SŁOWO WSTĘPNE ŻYCIE DUCHOWE ROZWÓJ "STAREGO CZŁOWIEKA"
WPŁYW "STAREGO JA" NA ZACHOWANIE CZŁOWIEKA ŚMIERĆ "STAREGO CZŁOWIEKA"
MODLITWA GŁĘBI WOLA I INTENCJA W MODLITWIE GŁĘBI OCZYSZCZENIE I ZJEDNOCZENIE