Duchowy Przewrót Kopernikowski

 

Pewnemu małżeństwu urodził się chłopczyk. Był bardzo zdrowy, ale pomimo tego, że miał już trzy latka nic nie mówił. Rodzice chodzili z nim do różnych lekarzy, do psychologów ale wszyscy stwierdzali, że nie mogą w nim znaleźć żadnej nieprawidłowości, że jest zdrowy i wszystko jest w porządku. Ale chłopak ciągle nic nie mówił. Rodzice stracili nadzieję. Stwierdzili, że nie ma wyjścia, że tak już musi być. Gdy chłopak miał już trzynaście lat, gdy jak zwykle jadł śniadanie razem ze swoimi rodzicami, nagle odezwał się: "Kakao jest zimne." Zaskoczona matka spytała ze zdumieniem: "Co powiedziałeś?!" "Kakao jest zimne." Oczywiście ojciec także był zaskoczony, ale natychmiast zadał pytanie, które gnębiło rodziców przez tyle lat. "Dlaczego nic nie powiedziałeś wcześniej." "Bo do tej pory wszystko było w porządku." Odpowiedział chłopak.

Nie wiem, czy ta historia jest prawdziwa, jednak myślę, że dobrze obrazuje życie bardzo wielu ludzi. Nie używają wielu ze swoich możliwości, ponieważ nie zauważają problemu i konsekwentnie nie odczuwają potrzeby ich użycia. W przypadku tego dziecka, bardzo możliwe, że kakao było zawsze gorące, ale z pewnością istniały znacznie poważniejsze problemy. Np. to, że swoim nie mówieniem sprawiał rodzicom wiele smutku oraz to, że sam nie mógł rozwijać się odpowiednio do posiadanych możliwości.

My także bardzo często nie zauważamy, czy właściwie nie chcemy widzieć istotnych problemów w naszym życiu, szczególnie tych, które wydają się przerastać nasze siły. Wolimy zająć się różnymi drobnymi problemami, które łatwo możemy rozwiązać. Jest dokładnie tak jak powiedział Jezus, widzimy drzazgę w oku drugiego człowieka i oferujemy naszą pomoc w jej wyciągnięciu, a nie dostrzegamy belki we własnym oku.

Dlaczego tak się dzieje? Istnieje niewątpliwie wiele przyczyn. Jedna z nich wypływa z faktu, że najbardziej w życiu cenimy stabilność, a jej źródło widzimy w możliwości kontrolowania naszego życia. Pojawienie się dużego problemu, szczególnie takiego, którego sami nie możemy rozwiązać, uświadamia nam fakt, że nie jesteśmy w stanie kontrolować naszego życia i przez to tracimy poczucie stabilności. Dlatego, aby to poczucie stabilności obronić staramy się nie zauważać tego rodzaju problemów. Zajmowanie się licznymi drobnymi, łatwo rozwiązywalnymi problemami, pozwala nam uciec od zasadniczego problemu, i jednocześnie daje nam poczucie kontroli naszego życia, przez co wzrasta poczucie stabilności.

 Możliwe, że tak żyjący ludzie czują się panami własnego życia i są w stanie zachować lub zdobyć poczucie stabilności, lecz płacą za to olbrzymią cenę. Przypominają oni ludzi z biblijnej historii o Noe, ludzi, którzy nie wierząc w to, że nadchodził potop (a może po prostu nie chcieli przyjąć tego do wiadomości), jedli i pili, zażywali różnych innych przyjemności. Z pewnością przeżyli kilka przyjemnych dni, ale ewentualnie potop zaskoczył ich, nie byli do niego przygotowani. Za te kilka przyjemnych dni zapłacili swoim życiem.

Jezus powiedział, że przyszedł na świat nie po to, aby przynieść pokój, ale miecz, rozłam. Myślę, że chodziło mu właśnie o tych ludzi, którzy lekceważą prawdziwe problemy, ciesząc się iluzyjnym pokojem i stabilnością, kierują się na zatracenie. Ich jedyną szansą jest wyrwanie się z tego letargu, przebudzenie się i dostrzeżenie rzeczywistości.

Abyśmy mogli żyć naprawdę szczęśliwie i po ludzku, każdy z nas potrzebuje nie tylko rozwiązać pewne małe problemy, zmienić pewne zachowania w swoim życiu, ale całkowicie odmienić swoje życie. Ta zmiana jest tak wielka i zasadnicza, że właściwie jest to narodzenie się na nowo, czy nawet bycie stworzonym na nowo.

Wszyscy zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Co więcej we wnętrzu ochrzczonych mieszka sam Bóg, Bóg który jest Światłością, który jest Miłością. Czy dostrzegamy to podobieństwo w samym sobie. Czy chwała Boga, który w nas przebywa promieniuje z naszych wnętrz? Jeśli tak nie jest, to myślę, że fakt ten świadczy o jakimś dużym problemie. Co to jest za problem? Co jest jego przyczyną?

Jak wiemy, wszystkie bez wyjątku rzeczy zostały stworzone przez Boga i uczestniczą w jego istnieniu, dlatego Bóg jest ich centrum. Ponieważ wszystkie stworzenia, z wyjątkiem człowieka, nie mają wolnej woli, z konieczności są takie jak tego Bóg pragnie (może z wyjątkiem tych, które zostały pośrednio, czy też bezpośrednio "przetworzone" przez człowieka). Właśnie dlatego, wszystkie naturalnie objawiają jego wolę, objawiają pewien aspekt Jego Bytu, Jego wspaniałości. Kamień objawia chwałę Boga, przez to, że jest kamieniem. Drzewo, objawia chwałę Boga, przez to, że jest drzewem. Tak samo zwierzęta.

Stworzony na Jego obraz człowiek jest w stanie objawiać Jego naturę, ale tylko wtedy kiedy jest pełnym człowiekiem. Człowiek nie rodzi się jako doskonały człowiek. Ma jedynie potencjał zostania pełnym człowiekiem. Może wybrać rozwój zgodny z wolą Boga i ostatecznie stać się takim jaki tego pragnie Bóg, czyli naprawdę sobą, a może wybrać drogę rozwoju sprzeczną z wolą Boga i w konsekwencji stać się tym kim Bóg nie pragnie, aby był.

Jednak co to znaczy żyć w pełni po ludzku, co to znaczy żyć pełnią życia?

Aby to zrozumieć, popatrzmy się na strukturę psychiczną człowieka. Człowiek jest bardzo skomplikowanym stworzeniem, z pewnością nie można go przedstawić za pomocą schematu, jednak, aby zrozumieć nasz problem możemy przedstawić psychiczną strukturę człowieka w następujący sposób.

Ogólnie można wyróżnić w człowieku cztery poziomy. Zmysłowy, psychiczny, moralny oraz duchowy. Aby człowiek żył pełnym życiem, aby był naprawdę sobą musi żyć w pełni na wszystkich tych poziomach. Dopiero, gdy wszystkie te poziomy będą żywe, gdy będą harmonijnie współpracowały ze sobą, chwała Boga, który przebywa w naszym wnętrzu, Jego piękno, radość, dobroć, będzie promieniować na zewnątrz. Będziemy żyć jak prawdziwe osoby stworzone na obraz i podobieństwo Boga, jako ludzie w których zamieszkuje Bóg. Nie będziemy musieli wierzyć, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, będziemy doświadczać tą prawdę, będziemy ją po prostu znać.

Jeśli którykolwiek z tych poziomów jest martwy, jeśli nie ma między nimi harmonijnej współpracy, dobrej komunikacji, stają się one warstwami, które blokują chwałę Bożą przed promieniowaniem na zewnątrz. Pomimo tego, że jest on stworzony na obraz i podobieństwo Boga, pomimo tego, że Bóg zamieszkuje w jego wnętrzu, nikt nie dopatrzy się w nim tego podobieństwa.

Rozwój człowieka można porównać do malowania obrazu. Przy urodzeniu człowiek nie dostał od Boga pięknego obrazu, a jedynie skecz swojego życia, wykończenie tego obrazu, który Bóg zaczął malować należy do samego człowieka. Oprócz tego obrazu, Bóg dał człowiekowi także farby i narzędzia i materiały potrzebne do wykonania tego zadania. Są to właśnie te różne możliwości, odpowiadające poszczególnym poziomom. Oprócz tego Bóg  oferuje pomoc, instruktaż, ale ani Bóg, ani żaden inny człowiek nie namaluje tego obrazu za nas. Od nas samych zależy to, które farby, które pędzle użyjemy. Także od nas zależy to, czy skorzystamy z instruktażu Boga, czy też nie. Jedyna rzecz, której nie możemy zrobić to nie malowanie obrazu. Nie możemy pozostawić tego obrazu takim jaki jest, gdyż nasze życie automatycznie pozostawia ślady na tym płótnie. Czy tego jesteśmy świadomi, czy też nie swoim życiem ciągle malujemy ten obraz. Jeśli nie będziemy świadomi tego co robimy, z naszego malowidła może powstać chaos przypadkowych linii i plam.

Każdy z nas zaczął malować ten obraz od samego urodzenia, nawet zanim zdaliśmy sobie sprawę z własnego istnienia.

Nawet zanim intelekt dziecka zacznie pracować, przeżywa ono różne doświadczenia, przez które tworzy sobie obraz świata, oraz pewne metody relacji z tym światem. W skutek pierworodnego grzechu dziecko nie doświadcza obecności Boga, ani Jego bezwarunkowej i bezgranicznej miłości. Nie jest w stanie w nią wierzyć. Na podstawie naszych dziecięcych doświadczeń doszliśmy do wewnętrznego, często nieuświadomionego przekonania, że świat jest niebezpieczny, że sami musimy troszczyć się o siebie, sami musimy się bronić, sami musimy walczyć o zdobycie szczęścia.

Już jako dzieci nauczyliśmy się ograniczać, czy też tłumić nasze prawdziwe potrzeby, stworzyliśmy także pewne stosunkowo małe potrzeby, które sami możemy zaspokoić. Nauczyliśmy się tego, jak zdobywać pewne zadowolenie na poziomie zmysłów, oraz psychiki. Nauczyliśmy się jak używać do tego celu nie tylko rożne przedmioty, ale także innych ludzi.

Dla małego dziecka, które nie było w stanie poznać jakie naprawdę jest, co jest prawdziwym szczęściem, które nie było w stanie poznać miłości Boga, nie było innej drogi. Niestety przyzwyczailiśmy się do takiego sposobu życia. Uwierzyliśmy w to, że jest to jedyny sposób życia. Uważamy go za normalny. Dzięki temu nawet jako dorośli żyjemy w świecie, który skonstruowaliśmy, gdy byliśmy dziećmi.

W konsekwencji żyjemy w utworzonym przez siebie iluzyjnym świecie, w  którym kolejność poszczególnych poziomów jest odwrócona.. Poniższy schemat przedstawia stan tego iluzorycznego świata, który sami sobie stworzyliśmy i w którym żyjemy. W tej rzeczywistości Bóg jest na zewnątrz.

Dopóki żyjemy w tym iluzorycznym świecie, niezależne od tego, na którym poziomie działamy, próbujemy wykorzystać tam spotkanych ludzi, rzeczy, doświadczenia, czy też nawet samego Boga (a przynajmniej religię), na usatysfakcjonowanie, naszego egoistycznego ja, które jest centrum naszego świata, na zaspokojenie jego iluzyjnych potrzeb.

Oto kilka przykładów skutków życia w tym iluzorycznym świecie.

l         Niszczymy piękno otaczających nas rzeczy wykorzystując je dla własnych satysfakcji zmysłowych.

l         Ludzi możemy spotykać na różnych poziomach. Ale niezależnie od tego, na którym poziomie obcujemy z nimi, zwykle patrzymy się na nich jako na obiekty użytku, oceniamy ich pod kątem tego, na ile się nam przydadzą. Dlatego spotkania z ludźmi, podobnie jak my sami stworzonych na obraz i podobieństwo Boga, zamiast nas wzbogacać zubożają nas, wzmacniają nasze zniewolenia.

l         Nawet czystą miłość, która czasami wkracza w nasze życie jako wielki dar-łaska Boga, zamieniamy na środek zmysłowego zaspokojenia, przez co ją niszczymy.

l         Nawet jeśli staramy się poznać prawdę, to czynimy to w celu wykorzystania tej wiedzy do kierowania innymi, jako siłę, przewagę nad innymi ludźmi.

l         W konfliktach moralnych wybieramy to, co się nam bardziej opłaca, lub co jest wygodniejsze.

l         Podobnie do faryzeuszy, życie moralne (np. dobre uczynki), a nawet życie religijne, wykorzystujemy dla samozadowolenia.

l         Nawet gdy się modlimy, czy też składamy ofiary, nie spotykamy Boga, gdyż próbujemy manipulować Bogiem i wykorzystać Go dla zaspokojenia pragnień egoistycznego ja. Kult Boga żywego zamieniamy na kult idola, bożka.

 

Stan ten charakteryzuje pragnienie kontroli i usiłowania wykorzystywana wszystkiego i wszystkich dla siebie. Stanowiące nasze centrum egoistyczne ja jest jak czarna dziura, która wsysa wszystko do środka i niszczy. Dziura ta nie wypełnia się, a wprost przeciwnie ciągle rośnie się, siła wsysająca jest coraz większa.

Żyjący w tej iluzji człowiek doświadcza wielkiego paradoksu. Im bardziej stara się żyć pełniej, tym bardziej zubaża swoje życie, marnuje możliwości jakimi został obdarzony. Im więcej walczy o szczęście, tym bardziej uśmierca poszczególne poziomy, które stają się ciągle grubiejącymi ścianami, przez co coraz bardziej izoluje się od Boga, innych ludzi, całego świata. Człowiek taki uśmierca nie tylko świat, ale także samego siebie. "Każdy, kto próbuje ocalić swoje życie, ten je straci."

Pomimo tego, że ta iluzja nas zniewala i udaremnia nasze wysiłki, jesteśmy do niej przyzwyczajeni, uważamy ją za stan normalny i nawet nie myślimy o jej zmianie. Nie znamy z doświadczenia prawdziwej rzeczywistości. W tej znajomej iluzji czujemy się bezpiecznie, jak u siebie w domu. Nic dziwnego, że nie chcemy jej opuścić, a tym bardziej zniszczyć.

Właśnie do takich ludzi przychodzi Jezus i wzywa do nawrócenia. Jezus wzywa nas do tego, abyśmy przejrzeli i w końcu rozpoznali, że żyjemy w tym iluzyjnym świecie. Sam przychodzi, aby nas z tego snu wyrwać. Swoim życiem pokazuje inny sposób życia, życia godnego człowieka.

Aby zacząć żyć pełnią życia musimy wyzwolić się z tej iluzji, która kontroluje nasze życie i powrócić do rzeczywistości. Powrót do rzeczywistości, powrót do wolności jest właśnie wzrostem duchowym, pełnym wzrostem osobowym. Ponieważ tę iluzję stworzyliśmy na podstawie doświadczenia, możemy ją rozbić, albo wyrwać się z niej, jedynie w oparciu o doświadczenie miłości Boga.

Ponieważ Bóg w rzeczywistości już przebywa w naszym wnętrzu, aby spotkać Boga nie musimy iść nigdzie daleko, wystarczy, abyśmy zagłębili się w siebie samych. Proces wzrostu duchowego, proces wyzwalania się z tej iluzji polega na wejściu w siebie, zejściu do własnych głębi, gdzie możemy spotkać zakorzenionego w Bogu prawdziwego siebie. Właśnie to spotkanie z samym sobą, stworzonym przez Boga nowym ja, jest spotkaniem z żywym Bogiem.

Pomimo tego, że w tym procesie wyzwalania się w rzeczywistości wchodzimy w głąb samych siebie i zaczynamy żyć pełniej, nasze stare, zmysłowe ja,  które ciągle patrzy się na świat z wnętrza wytworzonej przez siebie iluzji, odbiera wzrost duchowy jako wychodzenie na zewnątrz, odchodzenie od centrum, jako zamieranie. Wzrost duchowy ewentualnie prowadzi do nowego narodzenia, jednak to narodzenie jest odbierane przez nasze stare ja jako śmierć. Właśnie ta śmierć zgodnie ze słowami Jezusa jest warunkiem, a raczej drogą do prawdziwego życia. Jest to prawdziwe przeżycie tajemnicy paschalnej, czyli tajemnicy przejścia ze śmierci do życia, z domu niewoli do ziemi obiecanej.

Nowe narodzenie jest prawdziwą transformacją, przebudową naszego sposobu bycia, naszej świadomości. Jest to prawdziwy przewrót kopernikowski. Jeśli się to dokona to pozostałe poziomy zaczną służyć nowemu centrum, czyli żyć zgodnie z pragnieniami nowego centrum, którym stanie się nasze prawdziwego ja. Ponieważ jest ono zjednoczone z Bogiem jego wola będzie zgodna z wolą Boga. Wszystkie poziomy zostaną niejako uduchowione. Wszystko co będziemy robili, niezależne na jakim poziomie, będzie miało wymiar duchowy, będzie objawiało chwałę Boga, który jest w nas. 

Nasze centrum będzie promieniować na wszystkie poziomy (taka jest natura Boga, natura życia i szczęścia) i będzie je ożywiać. Bez żadnego lęku będziemy mogli spotykać wszelkie dobro na jemu odpowiednim poziomie. Nie będziemy sprowadzać je do innego, bardziej zewnętrznego poziomu.

Przywrócenie porządku zgodnego ze stworzoną przez Boga rzeczywistością jest stanem szczęścia. Pragnienie kontroli i wykorzystywania innych dla zaspokojenia własny pragnień i żądz zostanie zamienione na pragnienie służenia (zgodnie z naturą Boga - Miłości).

 

l         Nie będziemy musieli walczyć o zdobycie szczęścia, ale będziemy starali się dzielić się nim z innymi.

l         Ponieważ już nie oceniamy rzeczy, ani ludzi na podstawie ich użyteczności, możemy dostrzec ich prawdziwe piękno.

l         Stajemy się wolni, gdyż nasze poczucie szczęścia i zadowolenia nie będzie już uzależnione od tego, czy inni ludzie spełniają nasze oczekiwania.

l         Nie będziemy próbowali wykorzystywać zdobytej wiedzy do kontroli innymi, ale będziemy starali się nią dzielić.

l         Religia, sakramenty, modlitwa przestaną być używane do próby kontroli Boga, a staną się miejscem obcowania z Nim, kochania Go, spotkania się z Nim.

l         Zgodnie z obietnicą Jezusa, strumienie wody żywej popłyną z naszego wnętrza. Z dawców śmierci (próbujących ożywiać siebie kosztem innych) zamienimy się na dawców życia. Z czarnej dziury zamienimy się w gwiazdę, będziemy naprawdę promieniować.

Co zrobić, aby ta zmiana nastąpiła? Właściwie nic nie jesteśmy w stanie uczynić, gdyż zmiana ta jest darem, nie jest rezultatem naszego wysiłku, ale działania Boga. Niektórzy otrzymują ten dar w najmniej oczekiwanym momencie. Jednak możemy, a nawet powinniśmy ciągle przygotowywać na przyjęcie tego daru. Jako przygotowanie na przyjęcie tego wielkiego daru powinniśmy:

A) Poznawać samych siebie.

B) Poznawać Jezusa

C) Wprowadzać w czyn pragnienie miłości i służby

Ad1.

       Im bardziej poznamy swój prawdziwy problem, swoją niewolę, wzrośnie w nas pragnienie wyrwania się z niej. Możemy poznawać siebie poprzez codzienny rachunek sumienia oraz przez medytację przypowieści Jezusa, które objawiają nasz prawdziwy stan. A szczególnie poprzez trwanie w milczeniu.

W rachunku sumienia nie chodzi o to, aby obwiniać siebie o popełnione grzechy, ale przede wszystkim o to, aby poznać własne motywacje. W tym celu powinniśmy zwracać szczególną uwagę na doświadczone w danym dniu uczucia, ponieważ uczucia odzwierciedlają nasze wnętrze znacznie wierniej niż nasze czyny, czy też słowa. Rozpoznanie źródła naszych uczuć pomoże nam rozpoznać motywacje którymi się kierowaliśmy, i odróżnić czyny, które były wykonany pod wpływem starego człowieka, od tych, które dokonaliśmy jako nowy człowiek. Poznamy, która decyzja była wolna, a która wynikała ze zniewolenia. Konsekwentnie będziemy w stanie uznać swoją niewolę i niezdolność wyzwolenia siebie, będziemy mogli z serca prosić Boga o pomoc, wyrażać przed Panem pragnienie zmiany, transformacji, przemiany.

 Gdy pragnąc poznać siebie aktywnie myślimy o sobie, ciągle działa nasz system samo obronny, który robi wszystko, włącznie z oszukiwaniem nas samych, aby ocalić utworzony w dzieciństwie iluzoryczny świat. Właśnie dlatego nie możemy poznać wszystkiego jak jest w rzeczywistości. W milczeniu, które de aktywizuje system obronny do świadomości dochodzą rzeczy, które chowaliśmy w sobie, które nie chcieliśmy widzieć.

Ad2.

     Jezus ukazuje nam wspaniałość Boga oraz wspaniałość życia, którego centrum jest Bóg. Poznanie Jezusa wzmocni w nas pragnienie takiego życia. A co ważniejsze wzbudzi w nas miłość do Jezusa i pragnienie odpowiedzenia na Jego wezwanie: "Wyjdź z grobu!" W tym celu ważna jest modlitwa, przebywanie przed Panem w milczeniu. W milczeniu powinniśmy starać się usunąć na bok pragnienie manipulowania Bogiem, i próbować otworzyć się na to, co On będzie chciał nam dać, co będzie chciał w nas dokonać W takim milczeniu spotykamy Pana bezpośrednio. Doświadczamy Jego miłości. Dajemy Mu możliwość działania w nas.

Aby nie zbłądzić w tym milczeniu, w tej nicości musimy starać się spotykać Pana w Jego Słowie, oraz Jego Mistycznym jakim jest Kościół. Ważne jest regularne, medytacyjne i modlitewne czytanie Pisma św., oraz aktywne uczestnictwo w życiu wspólnoty chrześcijańskiej, a szczególnie przyjmowanie sakramentów.

       Ad3.

     Miłość, wzrasta jedynie wtedy, gdy wprowadzamy ją w czyn. Miłość jest darem Boga, który podobnie jak inne dary, jest nam dany po to, aby się nim dzielić. Przez dzielenie się darami Bożymi dary te wzrastają. Nie powinniśmy czekać do momentu kiedy zostaniemy przemienieni, kiedy będziemy w stanie kochać doskonale, ale kochać tą miłością którą mamy, choćby była ona bardzo ograniczona. Miłość tę otrzymujemy ciągle, ale szczególnie na medytacji, kiedy spotykamy się z Panem bez stawiania żadnych warunków, kiedy pozwalamy Mu być sobą, czyli Miłością, kiedy mamy naprawdę otwarte serce.

Miłość jest drogą, która prowadzi nas z iluzji do rzeczywistości. Musimy uświadomić sobie, że ta droga jest sprzeczna z naturą i pragnieniami starego człowieka, dlatego też połączona jest z pewnymi cierpieniami. Jest drogą krzyżową. Nie możemy uniknąć upadków, błędów. Jeśli jednak naprawdę ufamy Bogu, to nawet upadek coraz bardziej otwiera nas na Niego, coraz Bardziej przybliża nas do Boga. Musimy uświadomić sobie także fakt, że Bóg nie wymaga od nas sukcesu, ale tego, abyśmy byli Mu wierni, czyli abyśmy ufali Mu i nie rezygnowali z pragnienia życia zgodnego z Jego wolą. Abyśmy wytrwali w Jego Miłości.


POWRÓT